Pod płachtą czarnych myśli,
zgubnych złudzeń, litrów łez
żyje, pulsuje tajmenicza siła.
W rytmie serca się obraca
przepływa labirynty moich żył.
Waleczna, słodka, rdzawa
zapomniana.
Siła trwała, bezmienna, wieczna.
Początek żywota szkarłatnie czerwony
za horyzontem znika co noc.
Wypływa z licznych ludzkich ran
torując sobie drogę ucieczką.
Moja gorzka tajemnica,
krew.
wtorek, 6 grudnia 2011
czwartek, 27 października 2011
Sama
Przez pryzmat własnego wzroku
zamykam oczy na innych.
Świat zmniejszył się do rozmiarów
przystosowanych tylko dla mnie.
Pośród płaczu i krzyku
pozostaję bezmienna
zimna.
Uciekam przed każdym świtem
zagrzebując się we wspomnienia nocy.
Lecz i tam zostaję już
sama.
zamykam oczy na innych.
Świat zmniejszył się do rozmiarów
przystosowanych tylko dla mnie.
Pośród płaczu i krzyku
pozostaję bezmienna
zimna.
Uciekam przed każdym świtem
zagrzebując się we wspomnienia nocy.
Lecz i tam zostaję już
sama.
sobota, 22 października 2011
Burza
Ciemne niebo odbija się w moich oczach,
niczym w lustrze.
Widzę w nich ludzi,
pragnących krzyczeć,
cierpiących po cichu,
wiernych, bezradnych.
Słyszę grzmot,
to krzyk jednego z nich. Ich łzy
niby deszcz
zalewają Ziemię każdego dnia.
Próbuję do nich dotrzeć, rozrywajac chmury
osuszyć tym, co ma każdy z nas
nadzieją.
niczym w lustrze.
Widzę w nich ludzi,
pragnących krzyczeć,
cierpiących po cichu,
wiernych, bezradnych.
Słyszę grzmot,
to krzyk jednego z nich. Ich łzy
niby deszcz
zalewają Ziemię każdego dnia.
Próbuję do nich dotrzeć, rozrywajac chmury
osuszyć tym, co ma każdy z nas
nadzieją.
czwartek, 8 września 2011
Zapomnij
Obraz jak sprzed lat,
świat mi znów maluje.
Gdyby tak powrócić...
usłyszeć szepty,
zapomnieć krzyki
uniknąć łez.
Dłonie złączyć,
usta zatrzymać,
ciało powstrzymać.
Choć wskazówki przekręcić próbuję,
siły mi brak by zmienić czas.
I wracam do strachu,
gry uczuć i myśli,
nadmiaru krzyków,
szeptu nieistnienia.
Usłysz to co krzyczę do Ciebie, po cichu.
Zapomnij...
świat mi znów maluje.
Gdyby tak powrócić...
usłyszeć szepty,
zapomnieć krzyki
uniknąć łez.
Dłonie złączyć,
usta zatrzymać,
ciało powstrzymać.
Choć wskazówki przekręcić próbuję,
siły mi brak by zmienić czas.
I wracam do strachu,
gry uczuć i myśli,
nadmiaru krzyków,
szeptu nieistnienia.
Usłysz to co krzyczę do Ciebie, po cichu.
Zapomnij...
sobota, 3 września 2011
Walka
Próbuję ukryć się przed sobą
uciec, i zapomnieć.
Kalectwo mej zimnej duszy poety
załatać.
Umrzeć z miłości do siebie samego
i zapomnieć.
Z każdym dniem milknę coraz bardziej
odcinam sznurki ludzkich więzi.
Dłonie puszczam luźno, zostawiając innym
walkę o siebie.
uciec, i zapomnieć.
Kalectwo mej zimnej duszy poety
załatać.
Umrzeć z miłości do siebie samego
i zapomnieć.
Z każdym dniem milknę coraz bardziej
odcinam sznurki ludzkich więzi.
Dłonie puszczam luźno, zostawiając innym
walkę o siebie.
poniedziałek, 22 sierpnia 2011
Szturm
Razem z mym braćmi
za stok się przedarliśmy
barykady szturmując,
z zasady.
Polski broniliśmy
ojczyzny, wolności naszej.
Germanów wyrżnęliśmy
upiornie, ukradkiem.
Do nas należą
tego miasta mury.
Kajdany przerwaliśmy.
Stuknęło żelazo
pęt przerywanych
oficerskich butów na warszawskim bruku.
Na krwawym bruku
naszego miasta
Warszawy.
za stok się przedarliśmy
barykady szturmując,
z zasady.
Polski broniliśmy
ojczyzny, wolności naszej.
Germanów wyrżnęliśmy
upiornie, ukradkiem.
Do nas należą
tego miasta mury.
Kajdany przerwaliśmy.
Stuknęło żelazo
pęt przerywanych
oficerskich butów na warszawskim bruku.
Na krwawym bruku
naszego miasta
Warszawy.
środa, 3 sierpnia 2011
Ucieczka
Dłonie opadły
oczy wyschły już od łez.
Usta zamilkły z nadmiaru słów.
Zamrożona sekunda przeminęła
jakby wieki temu.
Serce znów zabiło równo
siłą dobrego słowa.
Strach zawstydził się i uległ
sile, która wróciła
z potęgą świtu.
Czy jeszcze wiele razy mrok zasnuje mi oczy
zły uśmiech zagłuszy krzyk duszy?
Bronię się, uciekam.
Lecz przed kim?
Przed nimi?
Przed Tobą?
Przed sobą.
oczy wyschły już od łez.
Usta zamilkły z nadmiaru słów.
Zamrożona sekunda przeminęła
jakby wieki temu.
Serce znów zabiło równo
siłą dobrego słowa.
Strach zawstydził się i uległ
sile, która wróciła
z potęgą świtu.
Czy jeszcze wiele razy mrok zasnuje mi oczy
zły uśmiech zagłuszy krzyk duszy?
Bronię się, uciekam.
Lecz przed kim?
Przed nimi?
Przed Tobą?
Przed sobą.
poniedziałek, 1 sierpnia 2011
Chwila
W snach otulam się ciepłym słowem
Twoim aksamitnym głosem.
Przymykam oczy
i mruczę z rozkoszy.
Ogrzewam dłonie Twym oddechem
by nie odbijał się wśród zimnych ścian echem.
Łzy wycieram milczeniem
bawiąc się smutku cieniem
z miłością patrzę na Twoje wolne palce
odbijając złe słowa na kalce.
Lecz wiem, ze to, co napiszę przeminie
nim zegar zakończy tę chwilę.
Twoim aksamitnym głosem.
Przymykam oczy
i mruczę z rozkoszy.
Ogrzewam dłonie Twym oddechem
by nie odbijał się wśród zimnych ścian echem.
Łzy wycieram milczeniem
bawiąc się smutku cieniem
z miłością patrzę na Twoje wolne palce
odbijając złe słowa na kalce.
Lecz wiem, ze to, co napiszę przeminie
nim zegar zakończy tę chwilę.
poniedziałek, 6 czerwca 2011
Tatuś
Schody zatrzeszczały cicho. Zlękniona zatrzymałam się i przytuliłam do ściany, ściszając oddech. Na korytarzu było ciemno, bałam się spojrzeć za siebie, w dół schodów. Jedynie z małej szczeliny w drzwiach sączyło się nikłe światło. Łzy spływały mi ciurkiem po policzkach. Krzyki nie ustawały. Trzymając w mojej małej dłoni pluszowego, białego psa sunęłam dalej w stronę strumienia światła. Przywarłam mocniej do cienkiej ściany. Gdy doszłam do drzwi nic nie widziałam, przed oczami tańczyły mi kolorowe plamy. Przetarłam oczy dłonią przytulając pluszaka. Tatuś krzyczał na mamę, a ona płakała w kacie pokoju, stojąc odwrócona tyłem do ściany. Tato podszedł do niej i uderzył ją pięścią w twarz. Mama złapała się kantu półki chyba po to, by nie upaść. Słyszałam jak głośno szlocha. Mocniej oparłam się o framugę drzwi. Zatrzeszczały w momencie, kiedy Tatuś przestał krzyczeć. Podbiegł do drzwi i otworzył je na oścież. Nie był już tym samym Tatą. Nie kochał mnie już chyba w tedy tak mocno. Ja chciałam tylko...
-To tylko sen, kotku. To tylko zły sen...- Powiedział po czym poczułam tylko ból głowy.
Obudziłam się rano w swoim łóżku nie pamiętając, co się stało. Pościeliłam łóżko i zeszłam ze schodów. Na stole w kuchni czekały na mnie moje ulubione płatki i rodzice. Usiadłam na swoim stałym miejscu i opowiedziałam rodzicom o swoim śnie.
-Wiesz co, Tatusiu, miałam straszny sen. I strasznie boli mnie głowa, o tu.- Pokazałam mamie bolące miejsce.
-Chodź, pocałuję. Od razu przestanie boleć.-Wdrapałam się na kolana mamy a ona zaczęła delikatnie, jak to mama masować guza.
-Tatusiu, śniło mi się, że strasznie krzyczałeś na mamę, że Mamusię bolało bardzo, i że płakała...
-Ale to był tylko zły sen, nie powtórzy się już.- Powiedziała szybko Mama.
-Tato, czy mama ma rację?
-Oczywiście, że ma rację. Już przecież nie pierwszy raz ma rację.
czwartek, 26 maja 2011
Źródło
Chodź, pokażę Ci miejsce
gdzie wszystko jest inne.
Gdzie mrok jest dobrem,
a światło złem.
Goń ze mną za złotym zegarkiem
za czasem, który umyka.
Usiądź na trumnie
uspokój oddech.
Postaraj się zrozumieć szum
potoku słów
który wypływa z moich ust.
Są to tajemnice wielkie
trzymane w klatce mej podziemnej celi.
Nigdy jej już nie otworzysz
nie zniszczysz.
To źródło mojej duszy.
gdzie wszystko jest inne.
Gdzie mrok jest dobrem,
a światło złem.
Goń ze mną za złotym zegarkiem
za czasem, który umyka.
Usiądź na trumnie
uspokój oddech.
Postaraj się zrozumieć szum
potoku słów
który wypływa z moich ust.
Są to tajemnice wielkie
trzymane w klatce mej podziemnej celi.
Nigdy jej już nie otworzysz
nie zniszczysz.
To źródło mojej duszy.
Głos
Tak cieszy,
jeden uśmiech, zrozumienie.
Słowa bez głosu wypowiadane
grające w naszych duszach.
Okryj mnie własnym ciepłem
bezpieczeństwem.
Bij i kzycz,
prowadź za rękę.
Nie daj się złamać.
Jestem taka mała,
nierozumna.
Pokaż mi skrawek życia.
Naucz mnie co to przywiązanie i miłość.
O to Cię proszę, przyjacielu...
jeden uśmiech, zrozumienie.
Słowa bez głosu wypowiadane
grające w naszych duszach.
Okryj mnie własnym ciepłem
bezpieczeństwem.
Bij i kzycz,
prowadź za rękę.
Nie daj się złamać.
Jestem taka mała,
nierozumna.
Pokaż mi skrawek życia.
Naucz mnie co to przywiązanie i miłość.
O to Cię proszę, przyjacielu...
Kolor nieba
Heh, do Roberta. Taka mała dedykacja, teraz jawna, choć on nigdy tego nie zobaczy :D
"Kolor nieba"
Otacza nas więź,
wieczna, nieprzerywalna, prawdziwa.
Mieni się, błyszczy w świetle naszych oczu.
Widzę ją dzięki Tobie,
ty odnajdujesz ją przeze mnie.
Oplotłam ją jak nić wokół mej dłoni
pokazałam Ci drugi jej koniec.
Ty siedzisz, myślisz,
a ja wraz z Tobą.
Czekam na błysk
aż Twoje oczy zapłoną
niebieskim kolorem nieba.
Wytrwale, do końca
będę patrzeć na Ciebie.
Zamknąłeś oczy
już łza zwilżyła mi lica,
ale blask rozlał się po nici.
Dreszcz otworzył mi oczy
na nasz kolor nieba.
"Kolor nieba"
Otacza nas więź,
wieczna, nieprzerywalna, prawdziwa.
Mieni się, błyszczy w świetle naszych oczu.
Widzę ją dzięki Tobie,
ty odnajdujesz ją przeze mnie.
Oplotłam ją jak nić wokół mej dłoni
pokazałam Ci drugi jej koniec.
Ty siedzisz, myślisz,
a ja wraz z Tobą.
Czekam na błysk
aż Twoje oczy zapłoną
niebieskim kolorem nieba.
Wytrwale, do końca
będę patrzeć na Ciebie.
Zamknąłeś oczy
już łza zwilżyła mi lica,
ale blask rozlał się po nici.
Dreszcz otworzył mi oczy
na nasz kolor nieba.
niedziela, 8 maja 2011
Kołysanka
W szumie drzew drzemię,
samotna w swej wspólnocie.
Razem z wichrem nucę,
piękną kołysankę.
Wiatr mi będzie bratem,
woda mą kochanką,
słońce będzie ojciec
a ziemia-matką.
Ptaki będą dziećmi,
mego ojca, mej matki.
Lecz dla nich będę nikim,
niczym pająk bez nici.
Umrę bez pośpiechu,
w szponach mej kochanej.
Nie zapłaczę z życiem,
nie zatańczę z śmiercią.
Trwać będę jednak,
póki spokój w mojej duszy.
samotna w swej wspólnocie.
Razem z wichrem nucę,
piękną kołysankę.
Wiatr mi będzie bratem,
woda mą kochanką,
słońce będzie ojciec
a ziemia-matką.
Ptaki będą dziećmi,
mego ojca, mej matki.
Lecz dla nich będę nikim,
niczym pająk bez nici.
Umrę bez pośpiechu,
w szponach mej kochanej.
Nie zapłaczę z życiem,
nie zatańczę z śmiercią.
Trwać będę jednak,
póki spokój w mojej duszy.
czwartek, 5 maja 2011
Kos
"Kos"
Słonce oświetlało jej blade policzki. Zmartwiła się, bo wiedziała, że poskutkuje to wylęgiem piegów. Rozpuściła włosy i zaczęła iść żwawym krokiem. Rozejrzała się raz jeszcze nie mogą uwierzyć, że znów tu jest. Minęło siedem lat. Szła piaskową drogą, po lewej stronie miała jeszcze nie do końca rozkwitłe drzewa, a po prawej pola pełne zielonych, niedorosłych pędów. Stanęła i popatrzyła w górę. Białe cirrusy malowniczo rozkładały się na nieboskłonie. Przed nią wyrastała niewielka górka, z której widać było większość okolicy a za nią następna. Powoli acz mozolnie zaczęła wspinać się na wzniesienie. Przystanęła i wzięła na dłonie trochę piasku, puściła go na wiatr. Przysiadła na niewielkim kamieniu koło drogi. Spojrzała na słońce i zobaczyła orła samotnie unoszącego się na niebie. Popatrzyła na pole marchwi za sobą. Na jednym pędzie dostrzegła pióro. Podeszła i schowała je do kieszeni. Ruszyła dalej. Rozejrzała się naokoło upewniając się,że jest sama. Zaczęła śpiewać. Bała się głośną, bojąc się, że ktoś ją usłyszy. Cichy, delikatny głos rozlał się szeptem po wzgórzach. Wędrowała dalej mleczną drogą. Nagle olśniło ją. Stanęła jak wryta. Ta droga, to miejsce.. To jej sen. Śniła to miejsce wiele razy. Szła dalej. Po kilku oddechach znów zrobiła sobie przerwę, z konkretnego już powodu. Na małej polanie po stronie jej serca stało drzewo. Jabłoń, cała obsypana białym kwieciem. Trawa i pole naokoło niej pokryła śnieżna warstwa. Obeszła drzewo naokoło przypatrując się każdemu kwiatu osobno. Jabłoń brzęczała od nadmiaru owadów. To miejsce także znała. Z innego snu. Z pagórka widać było mury wiekowego skupiska dusz. Spoczywał tu jej dziad i prababka. Przymknęła oczy i delektowała się zapachem kwiatów. Wróciła na drogę i zaczęła iść z powrotem. Poczuła nagłą ochotę by biec. Ile tchu, co sił, lecz jej chore serce protestowało. Powolnym, zmęczonym krokiem wróciła na szczyt pagórka. Nie mgła się powstrzymać. Wraz z pochyłością terenu nabrała prędkości. Serce wysyłało jej ostrzegawcze sygnały. Nie słuchała. Po kilku sekundach szalonego biegu jej serce stanęło. Kos siedzący na drzewie zaczął pieść, a wiatr poruszył białymi kwiatami jabłoni. Słońce chyliło się ku zachodowi, różowymi promieniami oświetlając jej piegowate lica.
Słonce oświetlało jej blade policzki. Zmartwiła się, bo wiedziała, że poskutkuje to wylęgiem piegów. Rozpuściła włosy i zaczęła iść żwawym krokiem. Rozejrzała się raz jeszcze nie mogą uwierzyć, że znów tu jest. Minęło siedem lat. Szła piaskową drogą, po lewej stronie miała jeszcze nie do końca rozkwitłe drzewa, a po prawej pola pełne zielonych, niedorosłych pędów. Stanęła i popatrzyła w górę. Białe cirrusy malowniczo rozkładały się na nieboskłonie. Przed nią wyrastała niewielka górka, z której widać było większość okolicy a za nią następna. Powoli acz mozolnie zaczęła wspinać się na wzniesienie. Przystanęła i wzięła na dłonie trochę piasku, puściła go na wiatr. Przysiadła na niewielkim kamieniu koło drogi. Spojrzała na słońce i zobaczyła orła samotnie unoszącego się na niebie. Popatrzyła na pole marchwi za sobą. Na jednym pędzie dostrzegła pióro. Podeszła i schowała je do kieszeni. Ruszyła dalej. Rozejrzała się naokoło upewniając się,że jest sama. Zaczęła śpiewać. Bała się głośną, bojąc się, że ktoś ją usłyszy. Cichy, delikatny głos rozlał się szeptem po wzgórzach. Wędrowała dalej mleczną drogą. Nagle olśniło ją. Stanęła jak wryta. Ta droga, to miejsce.. To jej sen. Śniła to miejsce wiele razy. Szła dalej. Po kilku oddechach znów zrobiła sobie przerwę, z konkretnego już powodu. Na małej polanie po stronie jej serca stało drzewo. Jabłoń, cała obsypana białym kwieciem. Trawa i pole naokoło niej pokryła śnieżna warstwa. Obeszła drzewo naokoło przypatrując się każdemu kwiatu osobno. Jabłoń brzęczała od nadmiaru owadów. To miejsce także znała. Z innego snu. Z pagórka widać było mury wiekowego skupiska dusz. Spoczywał tu jej dziad i prababka. Przymknęła oczy i delektowała się zapachem kwiatów. Wróciła na drogę i zaczęła iść z powrotem. Poczuła nagłą ochotę by biec. Ile tchu, co sił, lecz jej chore serce protestowało. Powolnym, zmęczonym krokiem wróciła na szczyt pagórka. Nie mgła się powstrzymać. Wraz z pochyłością terenu nabrała prędkości. Serce wysyłało jej ostrzegawcze sygnały. Nie słuchała. Po kilku sekundach szalonego biegu jej serce stanęło. Kos siedzący na drzewie zaczął pieść, a wiatr poruszył białymi kwiatami jabłoni. Słońce chyliło się ku zachodowi, różowymi promieniami oświetlając jej piegowate lica.
...
Tak naprawdę to nic nie wiesz-
udajesz dojrzałość,
by zapomnieć o utraconym dzieciństwie.
Udajesz odwagę,
by przykryć wszelki lęk przed śmiercią.
Udajesz miłość,
by pokazać,że nie potrafisz już kochać.
Udajesz szczęście,
by łzy spływały łatwiej.
Krople deszczu tak leniwie giną w kałużach.
Bez krzyku, bez lęku.
Bowiem sa łzami
wszystkich ludzi,
niszczęśliwych.
Wraz z ich śmiercią miejsce zwalnia się
by przyjąć nowych ludzi,
nieszczęśliwych.
A takie dwa krótkie, napisałem na warsztatach teatralnych daaaawnooo temu.
udajesz dojrzałość,
by zapomnieć o utraconym dzieciństwie.
Udajesz odwagę,
by przykryć wszelki lęk przed śmiercią.
Udajesz miłość,
by pokazać,że nie potrafisz już kochać.
Udajesz szczęście,
by łzy spływały łatwiej.
Krople deszczu tak leniwie giną w kałużach.
Bez krzyku, bez lęku.
Bowiem sa łzami
wszystkich ludzi,
niszczęśliwych.
Wraz z ich śmiercią miejsce zwalnia się
by przyjąć nowych ludzi,
nieszczęśliwych.
A takie dwa krótkie, napisałem na warsztatach teatralnych daaaawnooo temu.
niedziela, 17 kwietnia 2011
Pustka
Usiądę i zapłaczę
owiana dymem wonnych kadzideł.
Przypatrzę się Pustce.
Przygarnę ją, pogłaszczę.
Obejmę ramieniem,
oddam jej swoje ciepło.
Przecież ona też go potrzebuje.
Ona również zapłacze,
i mnie też obejmie ramieniem.
Zarzuci na mnie swe sidła,
przytrzyma tylko przez chwilę
pulsującą szyję.
Popatrzy mi w oczy,
lecz nic nie zobaczy
prócz pustki.
Swego odbicia.
owiana dymem wonnych kadzideł.
Przypatrzę się Pustce.
Przygarnę ją, pogłaszczę.
Obejmę ramieniem,
oddam jej swoje ciepło.
Przecież ona też go potrzebuje.
Ona również zapłacze,
i mnie też obejmie ramieniem.
Zarzuci na mnie swe sidła,
przytrzyma tylko przez chwilę
pulsującą szyję.
Popatrzy mi w oczy,
lecz nic nie zobaczy
prócz pustki.
Swego odbicia.
środa, 30 marca 2011
***
Znajdź w życiu coś, co trwa.
Jedną stałą rzecz, prócz nieba
tak jasnego zimną nocą,
gdy już gwiazdy je pozłocą.
Coś innego poza słońcem,
morzem,
świtem.
Coś w człowieku co umyka
tak jak w takt mu gra muzyka.
Jak wiatr,
wylewa nas z samych siebie
tak obraz z jej pamięci znika.
Tak szczęśliwej, bladej, smutnej.
Moje lica, dusza, ciało
pozostało.
Twoje pogrzebało.
Jedną stałą rzecz, prócz nieba
tak jasnego zimną nocą,
gdy już gwiazdy je pozłocą.
Coś innego poza słońcem,
morzem,
świtem.
Coś w człowieku co umyka
tak jak w takt mu gra muzyka.
Jak wiatr,
wylewa nas z samych siebie
tak obraz z jej pamięci znika.
Tak szczęśliwej, bladej, smutnej.
Moje lica, dusza, ciało
pozostało.
Twoje pogrzebało.
Rola
Serce wolne i spuszczony wzrok.
ta role nie w mojej duszy gra.
Ostre szkarłatem pociągniecie,
niczym pędzlem.
To nie tętent kopyt
a głos dzwonów rozbrzmiał
i podpalił suchą gałąź
własnej woli.
Bielmo oczu zalało się posoką.
Uśmiech wykwitł na jej twarzy
usta otworzyły się do wrzasku,
lecz zamilkły.
Ogień zgasł.
ta role nie w mojej duszy gra.
Ostre szkarłatem pociągniecie,
niczym pędzlem.
To nie tętent kopyt
a głos dzwonów rozbrzmiał
i podpalił suchą gałąź
własnej woli.
Bielmo oczu zalało się posoką.
Uśmiech wykwitł na jej twarzy
usta otworzyły się do wrzasku,
lecz zamilkły.
Ogień zgasł.
niedziela, 27 marca 2011
Szczerość
Człowiek stoi,
inny
jedyny
wśród głupców.
Wykrzykuje szepty,
wycisza krzyki.
Czeka na iskrę,
drugiego człowieka który
wspomoże krzyk,
wyciszy szept.
Popatrzy w oczy,
pełne nienawistnej szczerości
pogcyli się, uniży
Na moment stanie w miejscu
zamilknie, a wraz z nim i głupcy.
Usłyszy krzyk,
zrozumie ból
jaki są słowa
nie głupca, lecz drugiego człowieka.
inny
jedyny
wśród głupców.
Wykrzykuje szepty,
wycisza krzyki.
Czeka na iskrę,
drugiego człowieka który
wspomoże krzyk,
wyciszy szept.
Popatrzy w oczy,
pełne nienawistnej szczerości
pogcyli się, uniży
Na moment stanie w miejscu
zamilknie, a wraz z nim i głupcy.
Usłyszy krzyk,
zrozumie ból
jaki są słowa
nie głupca, lecz drugiego człowieka.
sobota, 19 marca 2011
Gra
Utuliłeś,
obiema rękoma.
Zauważyłeś, wyłuskałeś.
Ale kłamałeś.
A tej całej naszej grze to ja,
byłam lalką.
Którą prowadziłeś, niewidomą, po swoim sznurku.
A ja, ciekawa świata, otworzyłam usta
usłyszałeś mój głos.
Strach zamknął Ci oczy,
odpowiedzialność związała Ci ręce
a ja,
zagubiona
usiadłam koło Ciebie
tego, który zabił mi myśli
i nie ruszyłam się ani na krok
pojąc Twą znękaną duszę,
mymi łzami dawnych wspomnień.
obiema rękoma.
Zauważyłeś, wyłuskałeś.
Ale kłamałeś.
A tej całej naszej grze to ja,
byłam lalką.
Którą prowadziłeś, niewidomą, po swoim sznurku.
A ja, ciekawa świata, otworzyłam usta
usłyszałeś mój głos.
Strach zamknął Ci oczy,
odpowiedzialność związała Ci ręce
a ja,
zagubiona
usiadłam koło Ciebie
tego, który zabił mi myśli
i nie ruszyłam się ani na krok
pojąc Twą znękaną duszę,
mymi łzami dawnych wspomnień.
środa, 9 marca 2011
A gdyby
"A gdyby"
A gdybym nagle zniknęła.
Zabrała wszystkie wspomnienia i myśli
moje i Twoje.
Poczułbyś tę stratę,
którą ja czułabym po sobie?
W świetle latarni
obok swojego cienia,
zobaczysz mój.
A ja, utkwiona między życiem a śmiercią
płakałabym z bezsilności
i niemocy, że nie mogę
podać Ci ręki,
uczulić na życie.
A gdybym nagle zniknęła.
Zabrała wszystkie wspomnienia i myśli
moje i Twoje.
Poczułbyś tę stratę,
którą ja czułabym po sobie?
W świetle latarni
obok swojego cienia,
zobaczysz mój.
A ja, utkwiona między życiem a śmiercią
płakałabym z bezsilności
i niemocy, że nie mogę
podać Ci ręki,
uczulić na życie.
niedziela, 20 lutego 2011
Na uwięzi
Napisane pod wpływem snu. Krótkie, bez sensu, ale musiałem ;p
Ty wiesz,
jak bardzo Ci ufam.
Wiem, że przy mnie nie zabijesz
już nigdy, a ja
nie umrę po raz setny
za Twoje winy.
Przykuty do mnie,
szarpiesz się myślami
całą duszą chcesz uciec
i znów,
zabijać.
Ale to ja
jestem silniejszy niż instynkt.
Moja miłość jest ważniejsza niż Twój,
tygrys na uwięzi.
Ty wiesz,
jak bardzo Ci ufam.
Wiem, że przy mnie nie zabijesz
już nigdy, a ja
nie umrę po raz setny
za Twoje winy.
Przykuty do mnie,
szarpiesz się myślami
całą duszą chcesz uciec
i znów,
zabijać.
Ale to ja
jestem silniejszy niż instynkt.
Moja miłość jest ważniejsza niż Twój,
tygrys na uwięzi.
środa, 16 lutego 2011
Cząstka
Jak nowa,
stoję na ciernistej drodze życia.
Stoję czysta, blada, naga.
Lecz cząstka mnie pozostała.
Tej starej, brzydkiej, wykruszonej.
Wewnątrz mnie przerażone dziecko zwija się w ołaczu
osłaniając dłońmi
wychudłe od martwot ramiona.
Życie w nim tli się tylko,
podsycane przez zgryzoty i niepokoje.
Lecz teraz przystanę i schylę się.
Zimnym, bezlitosnym podmuchem
bez wyrzutów zgaszę
czarny płomień,
zżerający moja duszę.
stoję na ciernistej drodze życia.
Stoję czysta, blada, naga.
Lecz cząstka mnie pozostała.
Tej starej, brzydkiej, wykruszonej.
Wewnątrz mnie przerażone dziecko zwija się w ołaczu
osłaniając dłońmi
wychudłe od martwot ramiona.
Życie w nim tli się tylko,
podsycane przez zgryzoty i niepokoje.
Lecz teraz przystanę i schylę się.
Zimnym, bezlitosnym podmuchem
bez wyrzutów zgaszę
czarny płomień,
zżerający moja duszę.
niedziela, 13 lutego 2011
Beztrosko
Czasem w chumurny dzień marzę,
by biec.
Ile tchu, co sił
z rozpostartymi ramionami
skrzydłami rzuconymi na wiatr.
Śmiać się i krzyczeć,
budząc martwą ciszę.
Wziąć Cię za rękę i piszczeć razem.
Tarzać się w trawie i zrywać stokrotki.
Oglądać biały puch,
unoszący się znad dmuchawców.
Szukać skarbu na dnie zimnego jeziora,
który został zagubiony lata temu.
Tak beztrosko,
byle z Tobą.
Dla Robala, z myślą o lecie.... :)
by biec.
Ile tchu, co sił
z rozpostartymi ramionami
skrzydłami rzuconymi na wiatr.
Śmiać się i krzyczeć,
budząc martwą ciszę.
Wziąć Cię za rękę i piszczeć razem.
Tarzać się w trawie i zrywać stokrotki.
Oglądać biały puch,
unoszący się znad dmuchawców.
Szukać skarbu na dnie zimnego jeziora,
który został zagubiony lata temu.
Tak beztrosko,
byle z Tobą.
Dla Robala, z myślą o lecie.... :)
czwartek, 10 lutego 2011
Moment
I umieram po raz setny,
zakuty w kajdany własnych myśli.
W przeznaczenia los nie wierzę
Twoje życie nie musi się jeszcze dla mnie kończyć.
Ubierz się w szkarłaty
istotą róż wyblakłych.
Nie baw się mną więcej.
Oddaj mi całą siebie,
nie chcę
nie mogę
dłużej czekać.
Na ten jeden moment,
na tę jedną noc.
Dwie dusze w jednym ciele
umartwione swym istnieniem.
zakuty w kajdany własnych myśli.
W przeznaczenia los nie wierzę
Twoje życie nie musi się jeszcze dla mnie kończyć.
Ubierz się w szkarłaty
istotą róż wyblakłych.
Nie baw się mną więcej.
Oddaj mi całą siebie,
nie chcę
nie mogę
dłużej czekać.
Na ten jeden moment,
na tę jedną noc.
Dwie dusze w jednym ciele
umartwione swym istnieniem.
wtorek, 8 lutego 2011
Huk
Nad wodą wstaje świt.
Niebo przelało się już
szkarłatem krwi.
Zginął kolejny człowiek.
Spoglądam na tarczę zegara
szczodrze oblepioną czerwoną posoką.
Odliczam.
Raz.
Dwa.
Trzy.
Cztery,
maszerują oficery.
Wskazówka niczym huk wystrzału
zdziela kolejną duszę.
Jej krzyk rozdziera dziwną martwotę.
Niebo przecina zielona wstęga
a ja dalej w ,martwym ciągu,
odliczam.
Jeden.
Dwa.
Trzy.
Cztery.
Maszerują oficery.
Załzawionymi oczyma
oglądam czerwone słońce.
I myślę.
Kolejny człowiek
naradza się dla śmierci.
Niebo przelało się już
szkarłatem krwi.
Zginął kolejny człowiek.
Spoglądam na tarczę zegara
szczodrze oblepioną czerwoną posoką.
Odliczam.
Raz.
Dwa.
Trzy.
Cztery,
maszerują oficery.
Wskazówka niczym huk wystrzału
zdziela kolejną duszę.
Jej krzyk rozdziera dziwną martwotę.
Niebo przecina zielona wstęga
a ja dalej w ,martwym ciągu,
odliczam.
Jeden.
Dwa.
Trzy.
Cztery.
Maszerują oficery.
Załzawionymi oczyma
oglądam czerwone słońce.
I myślę.
Kolejny człowiek
naradza się dla śmierci.
wtorek, 1 lutego 2011
Ton
Pełen w sercu przerażenia.
płacz umarłego dziecka,
już nigdy nie wybrzmi.
Żołnierski ton narasta
rozrywa ludzkie dusze.
Karabin upada.
już bezużyteczny.
Czerwone słońce odbija się od niego
pada na twarz
martwego człowieka.
Oczy zastygły wypatrujac niebieskiego nieba
i słuchając już do końca śpiewu ptaków,
których nie ma
płacz umarłego dziecka,
już nigdy nie wybrzmi.
Żołnierski ton narasta
rozrywa ludzkie dusze.
Karabin upada.
już bezużyteczny.
Czerwone słońce odbija się od niego
pada na twarz
martwego człowieka.
Oczy zastygły wypatrujac niebieskiego nieba
i słuchając już do końca śpiewu ptaków,
których nie ma
środa, 26 stycznia 2011
Kolory
Nie pisany dzisiaj, ale 12.01.2011
Gorąca łza spływa po moim policzku.
Tylko nie patrz na mnie
nie możesz widzieć,że płaczę.
Nie ufam Ci, nie wiem czy będziesz mógł to znieść.
To tylko to, co jest we mnie.
Wylewa się,wybarwia.
Jak kolor z marzeń.
Łza zmienia kolor.
Bije szkarłatem.
Jedyny wśród szarych cieni,
kolor.
Gorąca łza spływa po moim policzku.
Tylko nie patrz na mnie
nie możesz widzieć,że płaczę.
Nie ufam Ci, nie wiem czy będziesz mógł to znieść.
To tylko to, co jest we mnie.
Wylewa się,wybarwia.
Jak kolor z marzeń.
Łza zmienia kolor.
Bije szkarłatem.
Jedyny wśród szarych cieni,
kolor.
Pęd
Stoję na torach,
wpatrzona w różowy kolor nieba.
Słyszę wycie wiatru w mych włosach.
Wyglądam śmierci kończącej się życiem.
Słyszę stukot kół pociągu.
Widzę bezradność i przerażenie w ludzkich oczach.
Popłoch, niczym w zwierzęcych.
Zagłębiam się w kolor
i nie widzę nic już nic więcej.
Smutna pani z parasolką podaje mi rękę,
starszy pan w garniturze pomaga wejść na konia.
Radosne dziecko podaje mi bat,
nie wiedząc, jaką krzywdę tym wyrządzi.
Uderzam zwierzę.
Ono krzyczy i płacze.
Gna pędęm,
na spotkanie z życiem.
wpatrzona w różowy kolor nieba.
Słyszę wycie wiatru w mych włosach.
Wyglądam śmierci kończącej się życiem.
Słyszę stukot kół pociągu.
Widzę bezradność i przerażenie w ludzkich oczach.
Popłoch, niczym w zwierzęcych.
Zagłębiam się w kolor
i nie widzę nic już nic więcej.
Smutna pani z parasolką podaje mi rękę,
starszy pan w garniturze pomaga wejść na konia.
Radosne dziecko podaje mi bat,
nie wiedząc, jaką krzywdę tym wyrządzi.
Uderzam zwierzę.
Ono krzyczy i płacze.
Gna pędęm,
na spotkanie z życiem.
piątek, 21 stycznia 2011
Słowo dla Ciebie
Nie wyrzucaj,
nie traktuj,
nie mów.
Zamilcz i popatrz na mnie.
Co widzisz?
Nie chcę odpowiedzi.
To tylko ja,
zmieniona przez czas i życie,
nauczona.
Dążę do szczęścia, do mojego własnego
spełnienia.
Sama krzyczę i płaczę,
i kłamię.
nie traktuj,
nie mów.
Zamilcz i popatrz na mnie.
Co widzisz?
Nie chcę odpowiedzi.
To tylko ja,
zmieniona przez czas i życie,
nauczona.
Dążę do szczęścia, do mojego własnego
spełnienia.
Sama krzyczę i płaczę,
i kłamię.
Dla siebie, dla innych.
Jednak jedno słowo sączy się z mych ust,
przepraszam,Przyjacielu...
przepraszam,Przyjacielu...
czwartek, 20 stycznia 2011
Kłamstwo.
Gdzieś pomiędzy tym wszystkim,
głęboko ukryte w Twoich uczuciach,
kłamstwo.
Mówisz,
nie czujesz.
Moja ręka jest zbyt słaba,
zbyt okaleczona,
by zagłębić się w niebezpieczeństwo
Twych myśli.
Powiedz sobie wreszcie:
nie potrafisz kochać.
Nie potrafisz kłamać.
Nie potrafisz już mi pomóc.
głęboko ukryte w Twoich uczuciach,
kłamstwo.
Mówisz,
nie czujesz.
Moja ręka jest zbyt słaba,
zbyt okaleczona,
by zagłębić się w niebezpieczeństwo
Twych myśli.
Powiedz sobie wreszcie:
nie potrafisz kochać.
Nie potrafisz kłamać.
Nie potrafisz już mi pomóc.
niedziela, 9 stycznia 2011
Sennie
Zamykam oczy i słyszę,
szum liści na wietrze,
huk spadająych gwiazd, a wśród nich Twój śmiech.
Usiądź tu blisko
poczuj moje ciepło
pośród tej parnej nocy.
Wskaż ręką na niebo
i przypomnij mi gwiazdę,
o której oboje zapomnieliśmy.
i detox na wiersze do 15 ;)
szum liści na wietrze,
huk spadająych gwiazd, a wśród nich Twój śmiech.
Usiądź tu blisko
poczuj moje ciepło
pośród tej parnej nocy.
Wskaż ręką na niebo
i przypomnij mi gwiazdę,
o której oboje zapomnieliśmy.
i detox na wiersze do 15 ;)
sobota, 8 stycznia 2011
Cena
Tak cicho,
stąpasz po ścieżce śmierci.
Co chwilę zatrzymujesz się, zawracasz.
Boisz się.
Uwierz w cenę,
cenę swojego życia. Otwórz swe oczy,
na własne kolory.
Ja czekam na Ciebie,
z wiarę we własne winy.
Wołam Cię, naprowadzam,
gdy zapadasz w sen.
Sen uchroni Cię, przed moim złem...
Usłysz nutę
tak zdradliwą w mym głosie.
Nie czekaj.
UCIEKAJ!
Adresowany do osoby,która zapewne nigdy tego nie przeczyta. M., uwierz w moje słowa...
stąpasz po ścieżce śmierci.
Co chwilę zatrzymujesz się, zawracasz.
Boisz się.
Uwierz w cenę,
cenę swojego życia. Otwórz swe oczy,
na własne kolory.
Ja czekam na Ciebie,
z wiarę we własne winy.
Wołam Cię, naprowadzam,
gdy zapadasz w sen.
Sen uchroni Cię, przed moim złem...
Usłysz nutę
tak zdradliwą w mym głosie.
Nie czekaj.
UCIEKAJ!
Adresowany do osoby,która zapewne nigdy tego nie przeczyta. M., uwierz w moje słowa...
Marzenie
Raz na jakiś czas będę umieszczał wpis od siebie, jakieś własne przemyślenia. Jeśli oczywiście, będę miał taki kaprys. Mieszkam w mieście (a właściwie zadupiu) na Śląsku, zwanym Raciborzem. Jest tu trochę miejsc, gdzie można się twórczo porozwijać, acz niewiele. Sam uczęszczam na zajęcia z teatru,rzeźby,rysunku oraz bractwo rycerskie. Jeszcze w zeszłym roku uczyłem się gry na gitarze klasycznej w Państwowej Szkole Muzycznej I stopnia, ale zdecydowałem się zrezygnować. Za dużo czasu, późniejszego zniechęcenia do tego instrumentu.
Moim marzeniem jest dostać się do Liceum Plastycznego w Krakowie, lecz są to marzenia typowo niespełnione, niemożliwe do zrealizowania. Wymagania są duże, a ja im nie dam rasy sprostać. Nie mam w Raciborzu możliwości. Ale będę się starał, zabijał każdego, kto spróbuje mi wybić ten pomysł z głowy.
Moim marzeniem jest dostać się do Liceum Plastycznego w Krakowie, lecz są to marzenia typowo niespełnione, niemożliwe do zrealizowania. Wymagania są duże, a ja im nie dam rasy sprostać. Nie mam w Raciborzu możliwości. Ale będę się starał, zabijał każdego, kto spróbuje mi wybić ten pomysł z głowy.
piątek, 7 stycznia 2011
Jako Córka
Czekałam na ciebie,
na znak.
Płakałam, krzyczałam.
Marnowałam łzy i uczucia
na ciebie.
Nigdy nie byłeś wart mych uczuć,
miejsca tak ważnej osoby w mym życiu.
Trawiłeś wszystko,co mogłam ci dać jako córka.
Miłość i zaufanie.
na znak.
Płakałam, krzyczałam.
Marnowałam łzy i uczucia
na ciebie.
Nigdy nie byłeś wart mych uczuć,
miejsca tak ważnej osoby w mym życiu.
Trawiłeś wszystko,co mogłam ci dać jako córka.
Miłość i zaufanie.
czwartek, 6 stycznia 2011
Pomiędzy
Wykrzyczę Ci to.
Tylko Tobie i tylko jeden raz,
wszystko co się we mnie chroni.
Nie odwracaj wzroku.
Przecież chciałeś!
Dostałeś.
Przegrałeś.
Mówiłeś,że kłamię.
Dawałem więcej,niż myślisz.
Cienka linia pomiędzy prawdą a kłamstwem.
Całego siebie.
Niewidoczna.
Wszystkie myśli i uczucia.
Znalazłem.
Dostałeś.
Przegrałeś.
Tylko Tobie i tylko jeden raz,
wszystko co się we mnie chroni.
Nie odwracaj wzroku.
Przecież chciałeś!
Dostałeś.
Przegrałeś.
Mówiłeś,że kłamię.
Dawałem więcej,niż myślisz.
Cienka linia pomiędzy prawdą a kłamstwem.
Całego siebie.
Niewidoczna.
Wszystkie myśli i uczucia.
Znalazłem.
Dostałeś.
Przegrałeś.
Przejrzenie
Próbuję odnaleźć,
nauczyć, zrozumieć
siebie.
Nie możesz mi pomóc,
pocieszyć,
przyspieszyć.
Po to mam siebie.
Każdego dnia sprawdzam,
przesładzam,
przepieprzam,
siebie.
nauczyć, zrozumieć
siebie.
Nie możesz mi pomóc,
pocieszyć,
przyspieszyć.
Po to mam siebie.
Każdego dnia sprawdzam,
przesładzam,
przepieprzam,
siebie.
Współistnieję
Nawet nie wiesz jak rani,
każde milczenie,
zapomnienie.
Lecz słowo daje nadzieję,
i sam z siebie się śmieję.
Pomiędzy uczuciami się chwieję,
aż w końcu zmądrzeję.
Czekam, aż moje serce ogrzeję,
lecz prędzej zgorzknieję.
Z nowym dniem smutnieje,
aż w końcu przeboleję.
każde milczenie,
zapomnienie.
Lecz słowo daje nadzieję,
i sam z siebie się śmieję.
Pomiędzy uczuciami się chwieję,
aż w końcu zmądrzeję.
Czekam, aż moje serce ogrzeję,
lecz prędzej zgorzknieję.
Z nowym dniem smutnieje,
aż w końcu przeboleję.
wtorek, 4 stycznia 2011
Marzę
Widzę Cię,obserwuję.
Spoglądam ciekawie.
Rumienię się,gdy na mnie patrzysz.
Ściągam Cię,przyciągam,
siłą mych marzeń i myśli.
Czy złapiesz tę linę,która
została Ci zaproponowana?
Uchwyć ją,proszę.
Tak bardzo tego chcę.
W snach na jawie.
Spoglądam ciekawie.
Rumienię się,gdy na mnie patrzysz.
Ściągam Cię,przyciągam,
siłą mych marzeń i myśli.
Czy złapiesz tę linę,która
została Ci zaproponowana?
Uchwyć ją,proszę.
Tak bardzo tego chcę.
W snach na jawie.
Zima
Ostre zimowe słońce uderza mnie w twarz,
zmusza do przymknięcia powiek.
Usłysz mój szept,
pośród gałęzi martwego drzewa,
ogrzej mą duszę swym oddechem,
niecz poczuję to ciepło choć raz,
tej zimy.
zmusza do przymknięcia powiek.
Usłysz mój szept,
pośród gałęzi martwego drzewa,
ogrzej mą duszę swym oddechem,
niecz poczuję to ciepło choć raz,
tej zimy.
poniedziałek, 3 stycznia 2011
Do ojca.
Jak mogłeś mnie zostawić.
Porzucić.
Zacząć burzę w moim życiu.
Po raz pierwszy pozwolić dziecku doznać strachu i smutku.
Niepewności jutra.
Lecz dziękuję za zburzenie mojego świata.
Szklanej bańki, która pękła
raniąc.
Lecz blizny nie zginą, zostaną,by nie zapomnieć,
o bohaterze,
o wzorze,
o ojcu.
Porzucić.
Zacząć burzę w moim życiu.
Po raz pierwszy pozwolić dziecku doznać strachu i smutku.
Niepewności jutra.
Lecz dziękuję za zburzenie mojego świata.
Szklanej bańki, która pękła
raniąc.
Lecz blizny nie zginą, zostaną,by nie zapomnieć,
o bohaterze,
o wzorze,
o ojcu.
Do Ay
Czasami zastanawiam się,co by było,gdyby Ciebie nie było.
Twojego uśmiechu,blasku
światła,które daje nadzieję.
Ciepła,które uspokaja.
Słów ostrych, nigdy kłamliwych.
Raniących dotkliwie, niczym ostrze
acz prawdziwych.
Siedzę w oknie, patrzę na strugi deszczu
i uśmiecham się w myślach,
wspominając Ciebie.
Twojego uśmiechu,blasku
światła,które daje nadzieję.
Ciepła,które uspokaja.
Słów ostrych, nigdy kłamliwych.
Raniących dotkliwie, niczym ostrze
acz prawdziwych.
Siedzę w oknie, patrzę na strugi deszczu
i uśmiecham się w myślach,
wspominając Ciebie.
Ukryte skrzydła
Spotkałam po drodze anioła,
przybył wraz z cieniem swej chwały.
Ciemność jego oczu napawała lękiem,
jego włosy przypominały o śmierci.
Schowałam się w jego cieniu,
zakrywając szczelnie wady.
Podszedł bezszelestnie,
ciepłymi, delikatnymi dłońmi odkrył mnie.
Pokazał mi skrzydła
których wcześniej nie dane mi było dostrzec.
przybył wraz z cieniem swej chwały.
Ciemność jego oczu napawała lękiem,
jego włosy przypominały o śmierci.
Schowałam się w jego cieniu,
zakrywając szczelnie wady.
Podszedł bezszelestnie,
ciepłymi, delikatnymi dłońmi odkrył mnie.
Pokazał mi skrzydła
których wcześniej nie dane mi było dostrzec.
Ślad
Co noc się budzę i cierpię,
zabijam siebie myślami.
ich sztylet zostawia ślad,
a Ty nie zakazujesz mu zniknąć.
Pogłębiasz go coraz bardziej,
by przywołać na mej twarzy uśmiech
szczery,prawdziwy,szczęśliwy,
lecz on pęknie i pokażę Ci,
opowiem tylko po to,żeby przywołać na Twej twarzy
uśmiech,
i gorące strug łez na twarzy.
zabijam siebie myślami.
ich sztylet zostawia ślad,
a Ty nie zakazujesz mu zniknąć.
Pogłębiasz go coraz bardziej,
by przywołać na mej twarzy uśmiech
szczery,prawdziwy,szczęśliwy,
lecz on pęknie i pokażę Ci,
opowiem tylko po to,żeby przywołać na Twej twarzy
uśmiech,
i gorące strug łez na twarzy.
Gwiazdy
Unoszę oczy ku górze,
by zobaczyć gwiazdy
a w nich Twoje oblicze.
Patrzę jałowie,
z poczuciem niespełnienia,
z wiarę w lepsze marzenia.
by zobaczyć gwiazdy
a w nich Twoje oblicze.
Patrzę jałowie,
z poczuciem niespełnienia,
z wiarę w lepsze marzenia.
Wstyd
Pragę Cię widzieć
codziennie, dzień w dzień
choć nigdy nie było mi dane, tęskno mi
do Twoich uśmiechów, dźwięku Twego głosu, śmiechu
wyrazu Twej twarzy gdy na mnie patrzysz.
Nie wstydzę się,że płakałem
wszak uczucie nie powodem do wstydu
tak jak i to,że płaczę nadal
niczym dziecko,
lecz już bez powodu.
codziennie, dzień w dzień
choć nigdy nie było mi dane, tęskno mi
do Twoich uśmiechów, dźwięku Twego głosu, śmiechu
wyrazu Twej twarzy gdy na mnie patrzysz.
Nie wstydzę się,że płakałem
wszak uczucie nie powodem do wstydu
tak jak i to,że płaczę nadal
niczym dziecko,
lecz już bez powodu.
Głębia
Usłysz mnie
tak bardzo się staram.
Mą duszę rozdziera krzyk,
krzyk niemej rozpaczy.
Popatrz w me oczy,
za kolorem kryje się coś więcej.
To tylko strach.
Strach przed tym,co będzie.
tak bardzo się staram.
Mą duszę rozdziera krzyk,
krzyk niemej rozpaczy.
Popatrz w me oczy,
za kolorem kryje się coś więcej.
To tylko strach.
Strach przed tym,co będzie.
Niepewność
Jak po linie stąpam,ostrożnie
chwieję się,przechylam.
Podmuch Twego oddechu
niczym huragan,
oplata me zmarznięte dłonie
po jednej mrok i nicość,
po drugiej blask i nicość.
Nie ważne, gdzie upadnę,
nie ważne, co zobaczę.
Ważne,że przeżyję,
i żyć będę,
by mój oddech z Twym zrównać.
chwieję się,przechylam.
Podmuch Twego oddechu
niczym huragan,
oplata me zmarznięte dłonie
po jednej mrok i nicość,
po drugiej blask i nicość.
Nie ważne, gdzie upadnę,
nie ważne, co zobaczę.
Ważne,że przeżyję,
i żyć będę,
by mój oddech z Twym zrównać.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)