Jak nowa,
stoję na ciernistej drodze życia.
Stoję czysta, blada, naga.
Lecz cząstka mnie pozostała.
Tej starej, brzydkiej, wykruszonej.
Wewnątrz mnie przerażone dziecko zwija się w ołaczu
osłaniając dłońmi
wychudłe od martwot ramiona.
Życie w nim tli się tylko,
podsycane przez zgryzoty i niepokoje.
Lecz teraz przystanę i schylę się.
Zimnym, bezlitosnym podmuchem
bez wyrzutów zgaszę
czarny płomień,
zżerający moja duszę.
Niezły, na serio dobry.
OdpowiedzUsuńWidać, że wyraża naprawdę wieele.
Pozdro.