Nad wodą wstaje świt.
Niebo przelało się już
szkarłatem krwi.
Zginął kolejny człowiek.
Spoglądam na tarczę zegara
szczodrze oblepioną czerwoną posoką.
Odliczam.
Raz.
Dwa.
Trzy.
Cztery,
maszerują oficery.
Wskazówka niczym huk wystrzału
zdziela kolejną duszę.
Jej krzyk rozdziera dziwną martwotę.
Niebo przecina zielona wstęga
a ja dalej w ,martwym ciągu,
odliczam.
Jeden.
Dwa.
Trzy.
Cztery.
Maszerują oficery.
Załzawionymi oczyma
oglądam czerwone słońce.
I myślę.
Kolejny człowiek
naradza się dla śmierci.
o TAK! Kocham to ! ;)
OdpowiedzUsuńYakame ;*