Czasem w chumurny dzień marzę,
by biec.
Ile tchu, co sił
z rozpostartymi ramionami
skrzydłami rzuconymi na wiatr.
Śmiać się i krzyczeć,
budząc martwą ciszę.
Wziąć Cię za rękę i piszczeć razem.
Tarzać się w trawie i zrywać stokrotki.
Oglądać biały puch,
unoszący się znad dmuchawców.
Szukać skarbu na dnie zimnego jeziora,
który został zagubiony lata temu.
Tak beztrosko,
byle z Tobą.
Dla Robala, z myślą o lecie.... :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz