czwartek, 5 maja 2011

Kos

"Kos"


Słonce oświetlało jej blade policzki. Zmartwiła się, bo wiedziała, że poskutkuje to wylęgiem piegów. Rozpuściła włosy i zaczęła iść żwawym krokiem. Rozejrzała się raz jeszcze nie mogą uwierzyć, że znów tu jest. Minęło siedem lat. Szła piaskową drogą, po lewej stronie miała jeszcze nie do końca rozkwitłe drzewa, a po prawej pola pełne zielonych, niedorosłych pędów. Stanęła i popatrzyła w górę. Białe cirrusy malowniczo rozkładały się na nieboskłonie. Przed nią wyrastała niewielka górka, z której widać było większość okolicy a za nią następna. Powoli acz mozolnie zaczęła wspinać się na wzniesienie. Przystanęła i wzięła na dłonie trochę piasku, puściła go na wiatr. Przysiadła na niewielkim kamieniu koło drogi. Spojrzała na słońce i zobaczyła orła samotnie unoszącego się na niebie. Popatrzyła na pole marchwi za sobą. Na jednym pędzie dostrzegła pióro. Podeszła i schowała je do kieszeni. Ruszyła dalej. Rozejrzała się naokoło upewniając się,że jest sama. Zaczęła śpiewać. Bała się głośną, bojąc się, że ktoś ją usłyszy. Cichy, delikatny głos rozlał się szeptem po wzgórzach. Wędrowała dalej mleczną drogą. Nagle olśniło ją. Stanęła jak wryta. Ta droga, to miejsce.. To jej sen. Śniła to miejsce wiele razy. Szła dalej. Po kilku oddechach znów zrobiła sobie przerwę, z konkretnego już powodu. Na małej polanie po stronie jej serca stało drzewo. Jabłoń, cała obsypana białym kwieciem. Trawa i pole naokoło niej pokryła śnieżna warstwa. Obeszła drzewo naokoło przypatrując się każdemu kwiatu osobno. Jabłoń brzęczała od nadmiaru owadów. To miejsce także znała. Z innego snu. Z pagórka widać było mury wiekowego skupiska dusz. Spoczywał tu jej dziad i prababka. Przymknęła oczy i delektowała się zapachem kwiatów. Wróciła na drogę i zaczęła iść z powrotem. Poczuła nagłą ochotę by biec. Ile tchu, co sił, lecz jej chore serce protestowało. Powolnym, zmęczonym krokiem wróciła na szczyt pagórka. Nie mgła się powstrzymać. Wraz z pochyłością terenu nabrała prędkości. Serce wysyłało jej ostrzegawcze sygnały. Nie słuchała. Po kilku sekundach szalonego biegu jej serce stanęło. Kos siedzący na drzewie zaczął pieść, a wiatr poruszył białymi kwiatami jabłoni. Słońce chyliło się ku zachodowi, różowymi promieniami oświetlając jej piegowate lica.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz