niedziela, 20 lutego 2011

Na uwięzi

 Napisane pod wpływem snu. Krótkie, bez sensu, ale musiałem ;p

Ty wiesz,
jak bardzo Ci ufam.
Wiem, że przy mnie nie zabijesz
już nigdy, a ja
nie umrę po raz setny
za Twoje winy.
Przykuty do mnie,
szarpiesz się myślami
całą duszą chcesz uciec
i znów,
zabijać.
Ale to ja
jestem silniejszy niż instynkt.
Moja miłość jest ważniejsza niż Twój,
tygrys na uwięzi.

środa, 16 lutego 2011

Cząstka

Jak nowa,
stoję na ciernistej drodze życia.
Stoję czysta, blada, naga.
Lecz cząstka mnie pozostała.
Tej starej, brzydkiej, wykruszonej.
Wewnątrz mnie przerażone dziecko zwija się w ołaczu
osłaniając dłońmi
wychudłe od martwot ramiona.
Życie w nim tli się tylko,
podsycane przez zgryzoty i niepokoje.
Lecz teraz przystanę i schylę się.
Zimnym, bezlitosnym podmuchem
bez wyrzutów zgaszę
czarny płomień,
zżerający moja duszę.

niedziela, 13 lutego 2011

Beztrosko

Czasem w chumurny dzień marzę,
by biec.
Ile tchu, co sił
z rozpostartymi ramionami
skrzydłami rzuconymi na wiatr.
Śmiać się i krzyczeć,
budząc martwą ciszę.
Wziąć Cię za rękę i piszczeć razem.
Tarzać się w trawie i zrywać stokrotki.
Oglądać biały puch,
unoszący się znad dmuchawców.
Szukać skarbu na dnie zimnego jeziora,
który został zagubiony lata temu.
Tak beztrosko,
byle z Tobą.

Dla Robala, z myślą o lecie.... :) 

czwartek, 10 lutego 2011

Moment

I umieram po raz setny,
zakuty w kajdany własnych myśli.
W przeznaczenia los nie wierzę
Twoje życie nie musi się jeszcze dla mnie kończyć.
Ubierz się w szkarłaty
istotą róż wyblakłych.
Nie baw się mną więcej.
Oddaj mi całą siebie,
nie chcę
nie mogę
dłużej czekać.
Na ten jeden moment,
na tę jedną noc.
Dwie dusze w jednym ciele
umartwione swym istnieniem.

wtorek, 8 lutego 2011

Huk

Nad wodą wstaje świt.
Niebo przelało się już
szkarłatem krwi.
Zginął kolejny człowiek.
Spoglądam na tarczę zegara
szczodrze oblepioną czerwoną posoką.
Odliczam.
Raz.
Dwa.
Trzy.
Cztery,
maszerują oficery.
Wskazówka niczym huk wystrzału
zdziela kolejną duszę.
Jej krzyk rozdziera dziwną martwotę.
Niebo przecina zielona wstęga
a ja dalej w ,martwym ciągu,
odliczam.
Jeden.
Dwa.
Trzy.
Cztery.
Maszerują oficery.
Załzawionymi oczyma
oglądam czerwone słońce.
I myślę.
Kolejny człowiek
naradza się dla śmierci.

wtorek, 1 lutego 2011

Ton

Pełen w sercu przerażenia.
płacz umarłego dziecka,
już nigdy nie wybrzmi.
Żołnierski ton narasta
rozrywa ludzkie dusze.
Karabin upada.
już bezużyteczny.
Czerwone słońce odbija się od niego
pada na twarz
martwego człowieka.
Oczy zastygły wypatrujac niebieskiego nieba
i słuchając już do końca śpiewu ptaków,
których nie ma